25 października, 2023

Firma doradcza – dlaczego boisz się z niej skorzystać?

Suasio_Artur_Agata_firma doradcza

Nasza nowa firma konsultingowa, Suasio, nabiera rozpędu.

Dlatego tym razem w programie „Konkretnie o marketingu i sprzedaży” konkretnie porozmawiamy sobie o tym, dlaczego podobne firmy nie budzą najlepszych skojarzeń, o tym, jak powinny wdrażać swoje usługi oraz o tym, po czym poznać, że potrzebujemy ich w naszym przedsiębiorstwie.

A gościnią tej rozmowy będzie nie kto inny, jak współwłaścicielka Suasio, Agata Banaszkiewicz.

Cześć Agata.

Cześć Artur. 

Dawno się nie nagrywaliśmy wspólnie.

To prawda. Kiedy to było ostatni raz?

To wiesz, od premiery, bo to jest to często święto ruchome w tym wypadku, czyli myśmy się nagrywali realnie chyba jakoś na początku tego roku. A premiera tych odcinków była kilka miesięcy później. Nie wiem, czy to widziałaś, bo mówiłem Ci to już na naszych wewnętrznych kanałach, ale warto też powiedzieć na żywo, że były to bardzo dobrze przyjęte odcinki.

Bardzo się cieszę. Bo wiesz, długo musiałeś mnie namawiać, więc… 

Jak do wszystkiego. W sensie zarówno do tego, żebyś wreszcie zdecydowała się dołączyć wtedy jeszcze do digitalk, potem żebyś została moją wspólniczką. Za każdym razem muszę Cię do czegoś długo namawiać. I zobacz, za każdym razem wychodzisz na tym dobrze. Względnie dobrze. Tak można powiedzieć.

Dzisiaj spotykamy się w kontekście rzeczy, do której paradoksalnie chyba najkrócej musiałem Cię namawiać. Jeżeli to w ogóle ja byłem tym prowodyrem, ale to już dokładnie nie pamiętam. Chyba tak. Czyli premiery naszej nowej wspólnej firmy, którą jest firma doradcza Suasio, która wyrosła z digitalka, a konkretnie z jednego działu. Jak się czujesz w ogóle z tą zmianą, że teraz już tworzymy portfel firm wspólnie, a nie tylko jedną? 

Cały czas mam wrażenie, że to niemożliwe, że jeszcze to nie istnieje, ale istnieje. I to istnieje już bardzo długo, bo w ramach digitalka przecież cały ten obszar konsultacji istnieje już bardzo długo. Bo tak jak chyba wspominałeś w twoim poprzednim odcinku od lutego 2022. Więc to już bardzo długo. Także trochę zmiana, trochę nie zmiana. Raczej wydzielenie niż zmiana. Więc ja się bardzo dobrze czuję, bo uważam, że to jest mega fajny temat. No i bardzo potrzebny ogólnie rynkowo. 

Zdecydowanie. Więc tych z Was, których interesuje rys historyczny, czyli jak do tego doszło, że Suasio jako firma doradcza zaczęło funkcjonować na rynku, mimo że bez tejże bandery funkcjonuje już od dobrych kilku miesięcy, a nawet roku z okrasą, to gorąco zachęcam do obejrzenia, tudzież nadrobienia odcinka z zeszłego tygodnia.

Firma doradcza – skąd nie najlepsze skojarzenia u klientów?

A tych, których interesuje progresywizm, miałem trudnych słów, nie używać, bo ich nie lubisz, taka była prośba, ale ja rzadko robię to, co się mnie prosi. Kiepsko, kiepsko PR-owo będzie wychodziło. W każdym razie, tych, których interesują pewne wątki przyszłościowe, czyli co z tego wynika, albo jak my właśnie podchodzimy do doradztwa, to dla nich powstał właśnie ten odcinek. I słuchaj, stwierdziłem, że zamiast mówić o sobie, bo wiesz, że tego ani ja, ani Ty nie lubimy chyba, to jest taka jedna z naszych wspólnych cech, że nie lubimy za bardzo mówić o sobie, raczej wolimy skupiać się na rzeczach innych, to stwierdziłem, że spytam Cię o coś innego. Czy Ty kiedykolwiek miałaś okazję korzystać sama, jako wiesz, podmiot zamawiający czy jakikolwiek, z usług firmy doradczej? Jakiejkolwiek.

I tak, i nie, bo trochę nie do końca firma doradcza, natomiast była to osoba wzięta po to, żeby doradzić, co się dzieje. Natomiast był to psycholog biznesu. Bardzo serdecznie zresztą pozdrawiam Tomka, którego czasami obserwuję, widuję. Natomiast jakby ta potrzeba była spowodowana tym, że trochę nam się nie układało w poprzedniej firmie pomiędzy wspólnikami. No i stwierdziliśmy, że trzeba coś z tym zrobić.

I takim w sumie pierwszym pomysłem były oczywiście zmiany, które sami wprowadzamy, rzeczy, na które się umawiamy. Trochę to nie szło, cały czas coś nie zgrzytało, trochę nie było wiadomo dlaczego, bo oboje byliśmy kompetentni. No i jakoś, w sumie nie pamiętam, jak do tego doszło, że zdecydowaliśmy się na współpracę z Tomkiem. Natomiast Tomek zrobił nam badanie i trochę nam doradził. Co, jakby bardziej może nie doradził, a wytłumaczył, jakie są problemy, które musimy między nami lub sami ze sobą rozwiązać, żeby funkcjonować razem dobrze, żeby ta firma poszła do przodu, żebyśmy to, osiągnęli coś nowego, żebyśmy się dogadali. Były też jakieś na przykład bardzo trudne w tym czasie rozmowy, pamiętam i to było takie właśnie bardziej doradztwo biznesowe, gdzie padało, jakie są mocne cechy każdego z nas i jak źle je ulokowaliśmy w tym, co robimy. Więc generalnie nie do końca firma doradcza, natomiast tak się czuję dzisiaj po czasie, że faktycznie było to takie doradztwo, które mi otworzyło oczy na wiele rzeczy i na, może na przyczynę problemów, które mamy, a nie na same problemy, bo problemy były już tylko skutkiem tej przyczyny właśnie, więc. 

Brzmi, jakby był to średnio komfortowy proces do przejścia.

Myślę, że tak. Myślę, że wtedy na niego na pewno nie byłam gotowa, ale uważam też, że chyba żaden przedsiębiorca nie jest gotowy posłuchać o tym, co zrobił źle i jak coś źle zaplanował, chociaż wydawało się, że działa to dobrze, ale jest to mega potrzebne. 

A wiesz, czemu stwierdziłem, że to jest wątek wart podjęcia? Bo tak próbuję sobie postawić się w butach kogoś, kto miałby z takiej usługi skorzystać. W sensie mnie się zdarzało. Jak pewnie możesz potwierdzić, często w, powiedziałbym, kuluarach, ale przy firmie zdalnej nie ma się kuluarów, także na zakrętach naszego Slacka, tudzież na obrzeżach naszych tasków w Asanie ja wrzucam ten wątek, że nienawidzę w biznesie i nie tylko wyważania otwartych drzwi. Czyli zawsze wychodzę z założenia, że gdzieś tam jest już ktoś, kto zrobił to przed nami, kogo można spytać, żeby pójść drogą w miarę wydeptaną, dopasowaną do nas, ale jednak taką, która uniknie pewnych błędów. 

W sensie fajnie, wolę się uczyć na błędach innych niż przeżywać własne, choć wiadomo, oba te procesy są istotne. I teraz – czemu o tym mówię? Dlatego, że to jest mój modus operandi, tudzież stan domyślny za każdym razem, żeby z takiego założenia wyjść, a mam wrażenie, że większość ludzi w biznesie ma dokładnie odwrotnie, czyli że przeżyj to sam. Wszystko trzeba tak długo walić głową w mur, nawet w ten sam sposób, aż on w końcu pęknie. Więc próbuję tak wydobyć z Ciebie, bo mi jest się ciężko wczuć w tę sytuację, jak Ci się wydaje, w sensie co należałoby u siebie poznać, jako właściciel biznesu, menadżer, kierownik zespołu, który ma takie możliwości, że mógłby sięgnąć po jakąś zewnętrzną firmę doradczą? Jak zdiagnozować u siebie tę potrzebę? Wiesz, że to już. Że teraz przydałoby mi się te mityczne spojrzenie z zewnątrz, czy jakkolwiek można określić, pracę doradcy czy konsultanta? 

To jest trochę trudne pytanie, bo ja jestem inna, Ty jesteś inny, każdy z oglądających jest inny i pewnie ten etap jest inny, ale tak naprawdę ja mam dwie rzeczy, o których myślę, czyli moje pierwsze nie wiem, ale nie takie nie wiem, ale się mogę dowiedzieć, tylko takie faktycznie nie wiem, ta niewiedza wynika z braku doświadczenia, a nie z samej wiedzy. Więc to jest moment, w którym kiedy ja na przykład miałabym się zająć czymś, nie wiem, budowaniem domów, no nie byłabym w stanie się tego nauczyć. W sensie, byłabym się w stanie tego nauczyć teoretycznie i tak dalej, natomiast nie wzięłabym i nie zbudowała i potem nie powiedziała weź tu zamieszkaj. No nie jest to możliwe. Są ludzie, którzy to robią, są firmy, które mogą to dla mnie zrobić. Mogę zostać kimś, kto to nadzoruje. Znaczy oczywiście nie mówię tutaj o kierowniku budowy, jeżeli już używamy tej metafory, natomiast no nie jestem w stanie tego fizycznie wykonać, więc… 

Ale to czekaj, bo tak próbuję uzupełnić, czyli mówisz o takiej sytuacji, o dochodząc na chwilę od tej metafory z deweloperką, żeby uniknąć patodeweloperki. 

Prawda, bo pewnie by się tak skończyło, gdybym to wzięła, no. 

Pewnie tak, natomiast chodzi mi bardziej o to, że powiedziałeś, kiedy masz kilka, kiedy masz wiedzę merytoryczną. I to jest ciekawe założenie, w sensie, czyli rozumiem, że mówimy o sytuacji, w której na przykład jest problem, wiesz, że istnieją jego trzy potencjalne rozwiązania. W teorii możesz zrobić każde z nich, ponieważ nie brakuje Ci wiedzy merytorycznej, jak do tego podejść egzekucyjnie, ale czy ja to dobrze rozumiem, czy masz na myśli, że po prostu potrzebujesz utwierdzenia się, przekonania, że która z tych dróg jest lepsza?

Tak, odbicia na pewno pomysłów, czy w ogóle to jest dobra droga. No bo jeżeli mam wiedzę merytoryczną, a nie mam doświadczenia, to trochę nie merytoryczna, a teoretyczna bym bardziej powiedziała. Więc teoretycznie na przykład wiem, że mogłabym zrobić te trzy rzeczy, ale tak naprawdę Ty wiesz, że mogłabym zrobić jeszcze tą czwartą, która byłaby najsłuszniejszą z nich wszystkich, o których w ogóle nie biorę tego pod uwagę. No bo po prostu zrobiłeś 30 takich rzeczy, 50, 100, tysiąc.

To jest w ogóle ciekawe, ponieważ mam takie wrażenie, jestem ciekaw, jak to byś skomentowała, że normalnie założenie jest takie, że w dokładnie takiej sytuacji jak ta, którą teraz zdefiniowałaś, znajduje się większość osób w firmach, tylko oczekiwanie jest, że one się nawzajem sobą zajmą. 

Wiesz, o co chodzi? Czyli, że no dobra, to od tego macie zespół, żebyście się właśnie razem zburzowali, wzięli wszystkie możliwe doświadczenia ze wszystkich lat bieżących projektów ubiegłych i teraz tutaj wykoncypowali rozwiązanie naszej sytuacji.

Tak, ale w zespołach masz zazwyczaj specjalistów, nawet managerów, można tak powiedzieć. Natomiast jeżeli pracowali, powiedzmy, niech to będą 30-40-latkowie. Ile mogli mieć firm? Jeżeli są faktycznie fajnymi pracownikami, no to nie zmieniają firmy co pół roku, tak? 

No to pracowali sobie, nie wiem, po cztery lata, po trzy, w różnych firmach, zaczynając od początku, czyli zaczynając od bycia juniorem czy jakimiś, jakimikolwiek innymi stanowiskami tymi u podstaw. 

Więc tak naprawdę, powiedzmy, doświadczenia, które potrzebne jest do rozwiązania tego problemu, mają 2 lata i to na przykład w jednej firmie. 

Czyli trochę jest tak, że przewaga konsultanta nad szeregowym, jakkolwiek by to nie brzmiało, pracownikiem, specjalistą, menadżerem, jest trochę taka sama jak przewaga pracownika agencji reklamowej nad specjalistą na jednym projekcie. Czyli ja się zawsze śmiałem, że w agencji człowiek się starzeje dwa razy, natomiast nabiera doświadczenia 15 razy. Bo jeżeli pracujesz przy kilkunastu projektach w roku, to w rok masz doświadczenie, nie chcę powiedzieć, że 15 lat, bo to nie jest ekwiwalent 1 do 1, ale generalnie 1,8 to co najmniej. Do tego dążysz?

No wiesz, bo tutaj zobacz, większość firm pracuje sobie na przykład na celu rocznym, jeśli już oczywiście go wyznaczy. I teraz pracuje sobie na celu rocznym, po drodze zdarzają się jakieś problemy, lepsze, gorsze rzeczy. Natomiast ten cel na przykład jest jeden. W agencji takiej jak nasza, gdzie pracujemy z ponad setką klientów, tych celów mamy jako agencja, oczywiście kilka rocznych. Natomiast cele klientów są też naszymi celami, które pomagamy im spełnić. Więc tak naprawdę ja znam 100 różnych problemów, które się po drodze pojawiły i 100 różnych rozwiązań, które mogę na te problemy znaleźć. Więc pomimo tego, że w mojej firmie, którą ja zarządzam, czyli w naszej agencji, w tym momencie jest tych problemów 4, to w innych firmach jest tego razy 100. 

Więc tak naprawdę doświadczenia, które nabywamy, rzeczy, o których wiemy. Oczywiście ja nie uczestniczę w każdym procesie. Na przykład tutaj, szczególnie mówiąc o naszej firmie. Natomiast po to mamy spotkania z leaderami, po to mamy spotkania z opiekunami projektów, że my omawiamy te tematy. Po to są przecież u nas nawet wątki związane z dzieleniem się wiedzą i tak zwanymi success albo fail case’ami, jakkolwiek to nazwać. Dlatego, że każdy, choć nie brał w tym udziału, to posiada wiedzę od tego, jaki był problem, przez to, przez co przeszliśmy, do tego, co z tego mamy. 

Dla tych, którzy nas słuchają z zewnątrz, takiej praktyki w swojej organizacji nie mają. W poprzednim odcinku i w paru innych mówiłem, że u nas funkcjonuje bardzo duża właśnie metodyka dzielenia się wiedzą wewnątrz organizacji. I jedną z nich jest właśnie to, że przygotowujemy na swoich cotygodniowych spotkaniach, poza wszystkimi odezwami do narodu i innymi ważnymi ogłoszeniami parafialnymi, to są również prezentacje albo właśnie success, czyli case study pozytywne, albo fail, no bo nie ma firmy, która ma tylko zadowolonych klientów, nie czarujmy się. I są sytuacje, w których z jakiegoś powodu projekt się nie udaje i te równie intensywnie omawiamy.

Właśnie na zasadzie, to się chyba ładnie mówi z angielska, lessons learned. Żeby wyciągnąć jakieś wnioski na przyszłość, ale przy okazji wtedy jesteśmy w stanie pogrzebać w modelu biznesowym albo innych projektowych aspektach pracy na konkretnym projekcie. 

Ale powiedziałaś też, że jeszcze jest jakiś drugi powód. 

Właśnie wiem, ale trochę weszłam w inny tryb i próbuję go sobie cały czas przypomnieć, bo wiedziałam, że zaraz na pewno zrobię taki segway. 

To ja Ci powiem ze swojej perspektywy właśnie inną rzecz. Bo Ciebie spytałem o to, czy chciałem, żebyś się wypowiedziała w temacie, jak to jest, że ludzie powinni rozpoznać w sobie taką potrzebę, natomiast sam mam trochę na to odpowiedź jako wiesz, aktywny konsultant od wielu, wielu lat, jeszcze sprzed digitalka w ogóle. Dlaczego tego nie robią?

I problem jest, uwaga, problemem samych firm doradczych i konsultantów. I może byłaś też tego ofiarą, więc mogę tak od siebie powiedzieć (jestem ciekaw na Twój komentarz), że konsultant bardzo często jest traktowany jako ta osoba, która przychodzi z zewnątrz, z a priori, w sensie z góry, wyznaczonym celem – żeby się czepiać. No bo on ma zapłacone, żeby coś znaleźć, więc trochę głupio, żeby przyszedł, stwierdził “Nie no, generalnie elegancko, to ja idę dalej”, a tutaj faktura proszę na 50 koła czy cokolwiek. 

A z drugiej perspektywy to jest tak, że bardzo często te osoby, chyba właśnie z uwagi na to, że trochę rośnie pycha w miarę nabywania doświadczenia i rzeczy, które się widziało, nie robiąc tego od początku, przychodzą i tak wskazują palcem. To źle, tamto źle, tamto źle, tamto źle, ale robią to bardzo szybko. Nie wiem, być może myślą, że potrzebują bardzo szybko zacząć się zwracać, a nie rozumieją, że jest to proces wielomiesięczny, takie konsultacje czy audytowanie czegoś. Trzeba to poznać. 

Więc wtedy wiesz, to antagonizuje zespół. Bo ktoś przychodzi i mówi “Aha, ten przyszedł teraz się czepiać, mówi nam, co robimy źle, a tutaj dwa dni za mną nawet nie posiedział, nie ma pojęcia, o czym to robi”. Więc trochę mam wrażenie, że to najczęściej hamuje ludzi.

Może tak być, bo mamy kilka przykładów, gdzie przyszli konsultanci przeróżnych firm do naszych klientów i tak naprawdę na, powiedzmy, dwanaście sytuacji tylko jedna była sensowna. I konsultant był dla nas wsparciem, bo trochę nam powiedział więcej o biznesie i o celach, które trzeba osiągnąć, nie tylko o tym, że “Bardzo źle robicie, tą kampanię da się zrobić lepiej” albo coś innego. Bo cała reszta była taka, że na tym pierwszym naszym spotkaniu, gdzie się poznawaliśmy, były pytania, no, próbowali pokazać, że to oni są lepsi w tym, co my robimy od lat. 

A to są konsultanci, nie umniejszam nikomu wiedzy, bo pewnie każdy jakoś zaczynał i coś robił i do tego momentu doszedł, natomiast jeżeli jesteś seniorem w bardzo dobrej agencji, czyli na takim najwyższym poziomie specjalisty, znasz wiele systemów, robisz to przez wiele lat, uczysz się, jesteś doceniany, nagradzany i inne rzeczy, no to kiedy przychodzi konsultant, który musi zrobić wszystko w marketingu, no to jest oczywiste, że ma mniejszą wiedzę w tym konkretnym systemie niż ten specjalista. No i przychodzi na takiego calla, czyli na takie spotkanie z klientem i mówi “No tutaj, a dlaczego w tej kampanii jest tak? A dlaczego jest tak? A dlaczego jest tak?” I niestety są sytuacje, w których ten, powiem teraz dosyć kolokwialnie, konsultant jest zaorany, dlatego że, no, my wiemy, dlaczego to robimy. Klient też to wie, natomiast kiedy on próbuje tak zapytać, no to wiadomo, podaje w wątpliwość jakośc naszej pracy i tak dalej. 

Natomiast mieliśmy jeden fajny przykład właśnie, gdzie konsultant przyszedł, spojrzał swoim okiem konsultanta, czy to idzie w dobrą stronę, czy to spełnia cele, które są ustalone dla firmy ogólnie, czy to się wpasowuje w cel długoterminowy całego biznesu. Okazało się, że tak. I tylko pracował z nami nad tym, jak go jeszcze polepszyć, co jeszcze możemy zrobić. Podpytywał nas czasami, co my byśmy zrobili. I nie uważam, że to jemu umniejsza w żaden sposób, to jest właśnie współpraca partnerska. 

Natomiast tak, co do pytania, które zadałeś, w którym troszkę była ukryta teza, mimo wszystko, czy to jest główny problem, że konsultanci przychodzą i pokazują, że wszystko jest źle – zdecydowanie tak. Nigdy na tym nie wygrywają i trochę się nie dziwię, że firmy mają problem, żeby taką konsultację wziąć i zaufać na dłuższy czas. No bo kurczę, czy wskazywanie tylko złych rzeczy, a nie budowanie tych dobrych jest ok? 

To powiem Ci, że dwa komentarze bym do tego miał. Pierwszy taki, że zobacz, jak blisko proces konsultacyjny jest procesem dobrej komunikacji, wychodzących z założenia “Ja jestem ok, Ty jesteś ok” i że bardzo ładnie językowo można podsumować to, co powiedziałeś na tym jednym casie, że w obu wymienionych spotkaniach ktoś przychodził i pytał się “A dlaczego tutaj tak jest?”,  tylko w jednym wypadku była intencja negatywna “Czemu żeście to tak spieprzyli? Teraz wam ja, pan z góry pokażę, jak trzeba żyć”, a w drugim była realna chęć dowiedzenia się, czemu ci ludzie tak to zrobili. Bo być może oni przetestowali to wszystko, co Tobie się z góry wydaje, że jest lepszym rozwiązaniem, a sam nieraz w swoim doświadczeniu konsultanckim też musiałem taką humble pill, jak to mówią Anglosasi, przełknąć, pigułkę pokory, na polski by to się tłumaczyło. Żeby się właśnie przekonać, że no, mi się wydawało, że coś trzeba było zrobić, zespół to robił już rok wcześniej. I się okazało, że to zwyczajnie w tym projekcie nie działa, w tym działa coś innego. I w takim razie trzeba umieć wyjść z tej pokornej pozycji, że chcę się dowiedzieć, jak to robicie i Wam pomóc, a nie, że teraz będę wam eks katedra tłumaczył, jak należy żyć. 

No i myślę, że konsultanci, w większości dostępnych konsultanów na rynku, znowu – są też firmy, które robią to bardzo dobrze – natomiast nie potrafią zadawać pytań. I raczej wychodzą od razu właśnie z jakąś tezą, założeniem, zamiast zapytać i się dowiedzieć. I jakby tym pytaniem chcieć się dowiedzieć, a nie zapytać, żeby zburzyć. 

I bardzo często nawet coś, co się z daleka wydaje złe, może się okazać, że faktycznie jest robione tak, bo to jest jedyna słuszna droga, ponieważ po drodze zrobiliśmy 30 innych ruchów i żaden nie zadziałał. I choć on się wydaje nielogiczny, no to co mam powiedzieć – tutaj działa. Więc trochę tego brakuje.

Wiesz, co mi jeszcze przyszło do głowy? W zasadzie, że konsultacje to jest strasznie trudny produkt do kupienia, tudzież usługa. 

Ze strony klienta? Na pewno. 

Ja się zawsze się śmieję, że jak ja prowadzę jakieś warsztaty, to ja zarabiam wydychaniem powietrza. No bo wiesz, przychodzę na szkolenie, ja mogę coś tam powiedzieć i teraz albo to, wiesz, oczywiście się zarezonuje, zarezonuje, coś wykreuje, ale na przykład mimo, że robię to, kurna, zaraz 10 lat będzie, to mam takie dalej podejście, jak ktoś mnie pyta “No dobrze, panie Arturze, ale jaki będzie efekt tychże konsultacji?” no to ja mogę powiedzieć, że to pomoże coś tam poprawić, zwiększyć, ale jestem bardzo mocno zależny od tego, z czym człowiek przyjdzie. 

Podam Ci to na bardzo prostym przykładzie. Czasami w procesach sprzedażowych dla konsultacji jesteśmy pytani o przygotowanie agendy konsultacji. Tak na zasadzie, że może minuta po minucie, ale tak godzina po godzinie, co się będzie działo. I wtedy się zaczyna problem, ponieważ to jest tak, że są takie konsultacje, które faktycznie są analizą pewnego konkretnego problemu, więc przykładasz do tego jakąś metodykę działania i go rozwiązujesz. Ale są też takie, gdzie nawet sam klient przychodząc wychodzi z pozycji “Nie wiem czego, nie wiem, trzeba w tym poorać, ale Ty mi teraz zaprezentuj agendę, jak ma to wyglądać, bo chcę się poczuć pewny w procesie, że wiesz, co sprzedajesz i wiesz, co robisz”. A z drugiej strony konsultant jest reaktywny, w rozumieniu, że musi bardzo szybko przerobić mentalnie i dopasować do tych klocków, które powiedziałaś, rzeczy, które zobaczy.

Więc pytanie, czy też masz takie doświadczenia albo przemyślenia, że generalnie ciężko jest kupić usługę doradczą, bo na koniec nie kupujesz (i wracamy do tej dziwnej analogii) wydychane powietrze – obietnicę, że ktoś będzie na tyle bystry, doświadczony, umiejący łączyć kropki, czy dopasowujący metodyki działania w takich sytuacjach, że tu i teraz, podczas tego procesu zarekomenduje coś, albo znajdzie czas i przestrzeń, żeby znaleźć to, co Ci zarekomendować na kolejnym spotkaniu?

Wiesz co, myślę też sobie pod kątem tego, jak ja robię konsultacje, bo też takie konsultacje biznesowe zdarza mi się robić. Zazwyczaj ludzie rezygnują z biznesu, który chcą założyć, więc nie wiem, czy to jest dobra rada, w sensie dobra ocena.

Zapraszamy do Suasio. 

Dokładnie! Albo wręcz odwrotnie, wahają się co do wejścia do jakiejś spółki i na przykład mówię tak: “Jest ona w miarę okej”, w kontekście oczywiście biznesowo-marketingowym nie wchodzę tutaj w jakieś szczegóły, natomiast robię takie rzeczy. 

Dlaczego konsulting jest potrzebny w Twoim biznesie?

 właśnie myślę pod kątem tego, co powiedziałeś, że jesteś też przedsiębiorcą, więc wiesz, że dopóki mnie nie było, jakkolwiek to teraz nie zabrzmi, byłeś trochę samotny. W takim sensie, że miałeś jakiś pomysł, z kimś to mogłeś zderzyć, to byli Twoi specjaliści, Twoi menedżerowie, a może Twoi znajomi. Natomiast to nie była osoba, która była w tym, jakby wiedziała, o co chodzi. No i trochę, myślę, że faktycznie ta wiara musi być, natomiast nie po to są etapy sprzedaży, nie po to są jakieś pierwsze spotkania, żeby nie móc sobie trochę wybadać, czy ta osoba będzie z Tobą, nie chcę powiedzieć godna rozmowy, natomiast na tym poziomie partnerskim. 

No bo wyobrażam sobie – i też czasami o tym rozmawiamy – że na przykład sami byśmy chcieli pogadać, albo że bardzo potrzebujemy pogadać z innymi przedsiębiorcami, żeby po prostu zobaczyć, czy to, co u nas jest, czasami źle, czasami dobrze, to jest normalne. I taki konsultant to wie zazwyczaj, bo pracował już to, co wcześniej mówiłam, z ilomaś tam projektami, z klientami, przerobił różne problemy. 

To jest piękne polskie przysłowie, z niejednego pieca chleb jadą. Więc wie, jak smakują chleby w różnych piecach. 

I w końcu nie, co mówią coś anglosasi, tylko Polacy.

No wreszcie, no wiedziałem, że mi to wytkniesz. Ja kiedyś zrobię sobie taki challenge, że nagram cały odcinek bez żadnej językowej wstawki, bo coraz więcej osób mi to robi, ale to będę musiał naprawdę wtedy zdanie po zdaniu cedzić i się pilnować. 

Cieszę się, że zaczynamy to w odcinku ze mną, że Polacy coś mówią czasami. Natomiast wracając do wątku głównego, to jakby ja nie wiem do końca, z jakim problemem może przyjść klient, żeby on od razu wiedział, że tego potrzebuje. W sensie tutaj jest bardzo duża rola takiego briefingu, trochę dojścia do tego. No bo to, co powiedziałeś wcześniej. Czasami człowiek nawet nie wie, jaki ma problem. Czyli mówi “Proszę, tutaj mam ogólnie jakiś problem, przeoraj wszystko i zobacz”. No i faktycznie. Według mnie, trzeba być po prostu świadomym tego, że się nie da. I na przykład, czemu się nie da? Przypomniał mi się ten drugi powód, który był wcześniej.

Dlaczego się nie da? Nie tylko dlatego, że nie masz wiedzy, nie tylko dlatego, że nie masz doświadczenia. Ale też dlatego, że czasami warto przeliczyć, czy Twoje robocze godziny, jako właściciela, dyrektora, prezesa, kogokolwiek, na które poświęcisz, żeby się czegoś nauczyć, jakoś to wdrożyć, potem to sprawdzać i egzekwować, są warte tyle samo, co zewnętrzny konsultant. 

Bo czasami, a raczej częściej, wbrew pozorom, Twoje zaangażowanie powinno być w innym miejscu w firmie na przykład, lub w pracy nad firmą, tak się bardzo ładnie mówi, niż w grzebaniu i w mikromanagemencie, które czasami trzeba ustawić, nie? Więc ten konsultant za, nie wiem, 20 godzin pracy w miesiącu weźmie i tak mniej, niż Twoje 40, które musiałbyś poświęcić, żeby to wszystko po prostu zrobić i ustawić. 

A do tego dochodzi stare, dobre pojęcie kosztów alternatywnych. Czyli dolicz sobie drugie tyle roboczogodzin jeszcze do tej sumy, do tego, co osiągnąłbyś w tym czasie na innym polu. 

Dokładnie. I to, co powiedziałeś na samym początku, czyli, że są ludzie, którzy myślą, że trzeba to przeżyć, żeby potem mieć z tego doświadczenie i tak dalej. Wcale nie trzeba.  I to jest coś, czego na przykład ja się nauczyłam w biznesie, że są ludzie, którzy znają odpowiedzi. Więc czemu ja muszę cały czas ich szukać? 

To jest fajne na etapie, kiedy biznes budujesz, no bo wiadomo, to też nie masz teraz przeznaczonych 20 tysięcy, żeby sobie o tutaj kogoś zapytać, tam coś kupić, tu zrobić kurs, tu szkolenie. Ale kiedy jesteś już na jakimś etapie takim, myślę, nie wiem, 10+ osób w firmie, czyli jest już ktoś, kto coś robi, Ty nadzorujesz, ale pewnie jest ktoś, kto już się trochę opiekuje bardziej, totalnie się to rozmywa.

Kumam, w sensie moim ostatnio ulubionym słowem, tak jak wiesz, jak w ulicy Sezamkowej, mogę być sponsorem odcinka, jest literka, nie? Tak tutaj sponsorem odcinka jest słowo tempo. I mam wrażenie, że na koniec dnia w biznesie liczy się też szybkość, a nie tylko merytoryka czy jakość tego. Więc możesz dochodzić do czegoś sam, a zrobić to jednak szybciej z kimś. 

Poza tym też właśnie, myślę, że to jest trochę inny wątek, tak sobie pozwolę to skomentować, czyli nawet jeżeli ktoś da Ci jakieś rozwiązanie albo jej zasugeruje, to po pierwsze, na koniec dnia i tak musisz to sam przeżyć i wdrożyć (to jest ten etap, którego doradca coś za Ciebie nie zrobi) i pojawią się inne wyzwania po drodze. Więc zdążysz się nauczyć, ale przynajmniej na właściwej drodze. Bo ja się nienawidzę cofać, o czym wiesz. Ja potrafię wyjść z domu (pozdrawiam moją żonę, która regularnie na tym cierpi), że ja wychodzę z domu, jak czegoś zapomnę, to się nawet dwóch kroków nie cofnę, bo tego zwyczajnie nienawidzę. 

Więc można iść w jakimś kierunku, strasznie się poobijać po drodze, po czym i tak musisz wrócić na węzeł, żeby pójść tam właściwie i znowu się obijać. Więc ja się wolę raz poobijać, zamiast kilka razy. 

Dlatego właśnie powiedziałam o tym, że są to pytania, na które ktoś inny zna odpowiedzi. Bo to są tak naprawdę problemy, które ktoś Ci może wskazać, jak rozwiązać, ale ich za Ciebie nie rozwiąże, jeżeli mówimy o konsultancie. No bo to Ty musisz na koniec, jeśli trzeba będzie kogoś zwolnić, bo się na przykład okaże, że Twoim problemem X rozwiązanie jest mimo wszystko ta osoba, bo na przykład jest niekompetentna, markuje swoją pracę, no różne rzeczy, które się mogą wydarzyć. No to ten konsultant tego nie zrobi. 

Oczywiście może, jeśli na przykład mają taką usługę w firmie lub rzeczy związane z jakimś zarządzaniem zasobami ludzkimi i rzeczami związanymi ze zwolnieniami, zatrudnieniami i tak dalej. Natomiast mimo wszystko to będzie i tak Twoja decyzja. 

Tak w ogóle podsumowując ten segment, to bym powiedział, że czasami jest tak, że po prostu trzeba coś usłyszeć z zewnątrz.

To była trzecia rzecz, która przyszła mi do głowy. 

Bo wiesz, może my nieraz mamy tak, że mówimy sobie, bo to mogę powiedzieć, my jako wspólnicy omawiamy wiele tematów i mówimy coś, no coś trzeba zrobić, no, to tak właśnie trzeba zrobić, a potem ktoś przychodzi z zewnątrz: “Weźcie to w końcu zróbcie, bo to trzeba zrobić”. No oczywiście, koniecznie, masz rację, geniuszu. 

Czasami po prostu potrzeba, to wiesz, tak jak niektórzy nasi klienci kupują konsultacje, w tym wypadku już Suasio, po to, żeby się upewnić, że w dobrym kierunku robią, albo nawet mieć sparingpartnera do podbijania myśli. Po prostu ten wątek, który chyba był Twoim pierwszym wątkiem. 

To z drugiej strony czasami po prostu jest coś, że zespół potrzebuje takiego, to jest chyba taka czysta analogia w tej niszy, trenera personalnego. Wiesz jak to jest. W sensie, można niby ćwiczyć w domu, ale jednak jak wiesz, że ktoś Cię rozlicza, to robisz to częściej. 

Tak. I to bardzo często w konsultacjach widać, że ludzie potrzebują też systematyczności. A kiedy jesteś konsultantem i spotykasz się na przykład z tą osobą, z którą się spotykasz co tydzień i ta osoba ma też część swoich zadań do przygotowania, to musi je zrobić, bo jesteś zewnętrznym partnerem, któremu płaci. I jakkolwiek to nie brzmi, w sensie, każdemu płacisz, swojemu pracownikowi też. Jeżeli mu czegoś nie zrobisz w momencie, w którym powinieneś, no to nie zrobisz. 

A taka faktura do innego podmiotu inaczej smakuje. 

Dokładnie. I myślę, że to też jest fajne, jeśli na przykład ktoś nie może się do końca zmotywować, żeby pewne rzeczy robić w jakichś interwałach czasowych. I tutaj zdecydowanie to jest coś fajnego. No bo po prostu nie trzeba mieć od razu jakiegoś interima, który wchodzi, tak zwanej osoby, która wchodzi po prostu na 50 godzin. 

Tymczasowego menadżera. Tudzież menadżera na projekt konkretny.

Dokładnie, czyli wchodzi na przykład na 100-150 godzin nawet w miesiącu, bo wystarczy mieć kogoś, kto po prostu będzie z Tobą odbijał pomysły i sprawdzał, czy w ogóle to, co zrobiłeś jest sensowne. 

Albo nawet nie chodzi o sprawdzanie, bo to oczywiście zależy, kto jakie ma potrzeby, ale po prostu “Okej, idziemy w tę stronę. Następnym krokiem jest to, ja przygotowuję to do tej części, Ty przygotowujesz to do tej części. Spotykamy się za tydzień, idziemy dalej”. 

No, chętnie bym to nazwał, ale jest to termin angielski, więc nie wiem, czy mogę. 

Możesz, ja użyłam interima. 

Bo to wiesz, w sensie w takiej działce czysto osobistej efektywności mówi się o, jest taki trend chyba, to się na to mówi accountability partner, czyli partner odpowiedzialności. Czyli wiesz, umawiamy się we dwójkę, że będziemy teraz ćwiczyć. Jakkolwiek jest to prostacka analogia, to uważam, że całkiem trafna. Czyli w sensie wiesz, jeżeli ja Ci rano piszę, że ja idę, a Ty idziesz? To jednak bardziej Ci się chce iść niż przed tym, jak byłaś samodzielna. W sensie dla niektórych ludzi to się takiego realnie działa, między innymi też na mnie. 

I trochę tak jest z tymi konsultacjami i tym, co powiedziałaś. Jeżeli wiesz, że raz w tygodniu musisz się przed kimś wyspowiadać, albo raz w miesiącu, bo czasami są to konsultacje, czy takie warsztaty co miesiąc realizowane na żywo, to musisz dowieźć te swoje rzeczy. A tak to deadline święto ruchome, jak to czasami bywa, coś można przesunąć. 

Wiesz, dowieziesz nawet w nocy, nawet rano o piątej tego samego dnia, ale dowieziesz. Po prostu zrobisz i będziesz krok dalej niż miałbyś to robić sam. Kiedy wiadomo, zawsze odciąga Cię coś bieżącego, jakiś bieżący problem. A bardzo często, oczywiście zależy o jakich konsultacjach mówimy. Jeżeli mówimy o biznesowych, to są to tematy bardzo mocno strategiczne. Jeżeli mówimy o tematach reklamowych, no to wiadomo. Jest trochę tak, że na przykład ktoś ustawia Ci kampanię, albo Ty sam jeszcze ustawiasz kampanię. No i ok, wydaje się, że wszystko jest ok. Wydają się wszystkie wskaźniki całkiem sensowne. Jakiś tam zwrot z inwestycji jest. Natomiast bardzo często tak jest u nas w Suasio i w digitalku zresztą też, że klient przychodzi i mówi “No ja mam tutaj zwrot z inwestycji czy tam zwrot z reklamy na poziomie 10, czyli ze złotówki robię 10, ale moja konkurencja robi 20”. 

No i to też jest dobre, żeby sobie porozmawiać z konsultantem. Oczywiście przyjść na realizację, jasne, tych usług, natomiast porozmawiać sobie z konsultantem, czy naprawdę tak jest, czy nie jest i dlaczego tak jest. 

Bo konsultanci reklamowi na przykład, tacy, którzy są u nas w Suasio, nie tylko sprawdzą Ci, czy ta kampania jest dobrze ustawiona, ale na przykład porównają to do Twojej konkurencji. 

W takim sensie, dlaczego oni mają więcej, skoro macie to samo?

Bo na przykład mają lepszą stronę. Bo mają lepszą markę. Bo właściciel ma markę osobistą. Bo mają 30 kanałów, na których to dystrybuują i tak dalej. 

Więc nawet zaczynając od punktu “Chcę mieć lepszy wynik z kampanii”, w konsultacjach dojdziesz do czegoś innego, nie? 

Że problem może być głębszy bądź inny po prostu, co mnie w ogóle prowadzi do takiego kolejnego wątku w naszej rozmowie, który chciałem poruszyć. Czyli wiesz, znów wracając do tej perspektywy klienta, tak jak wyszliśmy z punktu wyjścia, że ktoś myśli nad doradztwem. Ale zobaczmy, że nie myśli, a raczej myśli czego potrzebuje, bo nawet nie wie czego potrzebuje. To po czym poznać, w sensie na jakie sygnały wewnętrzne w swojej firmie czy w biznesie byś zwracała uwagę, kiedy byłabyś w sytuacji, że musisz wybrać?

Czy powinienem, powinnam na przykład w kontekście firmy B2B czy e-commerce’u, czyli naszych głównych segmentów, albo pójść i poprosić kogoś “Ja bym tu chciał proszę pani, proszę pana, kampanię w Google’u”, czy raczej jest to ten moment, żeby najpierw albo obok realizować usługę doradczą i próbować poszukać tych innych aspektów?

Czyli po czym jako klient, podsumowując to jednym zdaniem, poznać, że potrzebujesz realnie usługi doradczej, a nie tak naprawdę wykonawczej?

Myślę, że jedną z takich częstych sytuacji jest tak zwane kręcanie się w kółko. W sensie, jeśli ten problem się powtarza. Nie wiem, czy problem, no po prostu jakaś rzecz do rozwiązania. Ona się powtarza i próbujesz na różne sposoby to zrobić. Sam ustawiasz, zatrudniasz agencję nawet jakąś. 

Wymieniasz jedną na drugą. 

Tak, zmieniasz. Do tego robisz jakiś kurs, no bo może jednak lepiej zrozumiesz, to lepiej będziesz mógł kogoś sprawdzać. I po prostu cały czas to się mieli, a wyniki się nie poprawiają. I zwracasz uwagę tylko na tą jedną rzecz i w pewnym momencie ja bym powiedziała, że czujesz, że nie panujesz nad biznesem i nie wiesz, dlaczego pewne rzeczy się dzieją. To myślę, że to jest moment, w którym warto posłuchać kogoś, pójść do kogoś. 

Bo jest oczywiście szansa, że znajdziesz rozwiązanie w tym kółku. W końcu wyjdziesz w dobrym miejscu czy się zatrzymasz, czy się w dobrym miejscu. Natomiast w większości przypadków, znowu powrócimy trochę do tamtego wątku wcześniejszego, czyli szkoda czasu.

No ale rozmawiamy o tym, kiedy to poznać. Tak więc to kręcenie się w kółko, brak poprawy pomimo działań lub posiadanie wiedzy znowu, jak to zrobić. Tylko bardzo często brakuje nam, wszystkim, bo mogę mówić o nas przedsiębiorcach ogólnie, systematyczności, sprawdzania, kontroli. 

Bo nie da się puścić wszystkiego, bo czasami trzeba jednak być w firmie i coś sprawdzić, nie? 

Po czym poznać, że potrzebujesz skorzystać z pomocy konsultanta?

Ja tak myślę, czy dałoby się to sprowadzić do jakichś kilku pytań, które jeżeli sobie zadasz i odpowiedź, brzmi “nie”, to znaczy, że potrzebujesz bardziej doradztwa niż wykonawstwa. Już Ci powiem, jakie mi przychodzą do głowy, a może one sprowokują Ciebie do kolejnych. 

Na przykład pierwsze pytanie brzmi, czy wiem, jaka jest moja przewaga konkurencyjna względem konkurencji? 

Jakkolwiek to dziwnie to brzmi, ale wiesz o co chodzi. W sensie, co ja robię, czego nie robi konkurencja, albo co robimy lepiej niż konkurencja i to będzie nasz główny bęben, w który będziemy bili. 

Na przykład czy wiem, że będę chciał/a stawiać na to w komunikacji marki i pomysł mam taki i taki. Czy wiem na przykład, że my dostarczamy coś trzy razy szybciej, albo że dla naszych klientów ważne jest to i to. I tutaj bonusowe pytanie, czy to jest ważne dla Twoich klientów i czy to sprawdziłeś? To szczególnie będzie istotne w dłuższych procesach sprzedażowych i tak dalej, nie? 

Kolejne takie pytanie na mojej osobistej liście brzmi, czy masz przemyślany, zaplanowany i – ponownie – odbity od klientów albo od rynku lejek marketingowy i przetestowany, że on działa? I wiesz, dlaczego podejmujesz jakie działania marketingowe albo sprzedażowe na poszczególnych etapach?

Czyli wysyłamy ofertę w takim kształcie, bo wiemy, że na tym etapie zakupowym ludzie potrzebują tego. Albo naszym głównym kanałem pozyskiwania nowych użytkowników jest YouTube, bo sprawdziliśmy to, zbadaliśmy i mamy to analizowane. W sensie mamy konkretny raport, który nam to pokazuje, że tu i tam, że w ten sposób nowi ludzie najczęściej się do nas trafiają. Czyli tak bym powiedział, że pewne rzeczy na poziomie… strategia jest szumnym słowem, ale powiedzmy może plan. Plan, harmonogram i takie poczucie ogarnięcia tychże obszarów, czyli zaadresowanie merytoryczne.

Właśnie to poczucie ogarnięcia. W sensie, gdybym miała zadać sobie pytanie, które sprowokowałoby mnie do tego, to jest po pierwsze: Czy ogarniam i wiem wszystko?

I to, wiesz, nie chcę, żeby to zabrzmiało źle, bo wiadomo, jakie są metodyki zarządcze, że nie powinno tak być, bo to są ludzie i struktury. Natomiast jeśli nie jesteś w stanie wiedzieć, czy na przykład w Twoim planie, który masz całoroczny, o którym też już wspominałam dzisiaj, jest coś tam i w którym miejscu tego procesu jesteś. Czy na przykład jest połowa roku i masz połowę za sobą, jesteś w dobrym kierunku i nie jesteś w stanie na to odpowiedzieć, no to na pewno to jest takie jedno z pytań. 

I drugie pytanie, które przychodzi mi do głowy, trochę bardziej znowu z takiego biznesowego punktu widzenia, natomiast można je zadać w zasadzie w każdym wątku. Czy masz na to czas dzisiaj i będziesz miał przez na przykład najbliższe pół roku?

Bo na pewno niezbyt trudno jest dzisiaj, kiedy coś się dzieje, kiedy masz jakiś problem wygospodarować dzień, dwa, tydzień. Ale czy będziesz miał ten czas przez najbliższe pół roku, dokładnie takie samo zaangażowanie, żeby to dowieźć do końca?

Bo ludzie są tylko ludźmi. I jeżeli zaczniesz nimi kierować, to musisz nimi kierować do końca. Jeżeli sam coś robisz, no to nie możesz zrobić tego dzisiaj, a za tydzień nie. 

A nie ma nic prostszego niż szafowanie swoim czasem w przyszłości, które się wydaje krainą wiecznej produktywności i zawsze zadowolenia. 

I tak zwanego “Jutro będę miała czas”, albo “zrobię to po weekendzie, bo wtedy już załatwię sobie xyz”, albo “Zrobię to w weekend”. To jest najlepsze – zrobię to w weekend. Bo na pewno, kiedy wrócę stamtąd i pomiędzy tym, to będę miała te dwie godziny i to zrobię… I czasami się udaje. Natomiast planowanie życia osobistego pod pracę… 

Doradztwo biznesowe – dlaczego działa i jest potrzebne?

To tak to jeszcze podsumowujesz. Ja bym do tego jeszcze jeden wątek dorzucił, w sensie tak trochę podsumowujący to, co powiedzieliśmy. Czyli że większość ludzi szuka rozwiązania punktowego, nazwijmy je szczegółowym. Czyli jeżeli ja teraz szczególnie mocno zaopiekuję się tematem Google Ads w moim biznesie, to on wzrośnie. 

I skacze tak od szczegółu do szczegółu, myśląc, że suma tych szczegółów złoży się na wynik. Natomiast jednak myśli się od ogółu do szczegółu. Teraz możesz mieć szczegóły, ale czy masz ogół? Bo egzekucja tychże szczegółów, w tym wypadku poszczególnych działań sprzedażowych, marketingowych czy na przykład kroków biznesowych do podjęcia, jest zależna od tego, czy za tym stoi jakiś gryplan, który chcesz realizować. Bo jeżeli go nie będzie, to każdej innej osobie zaangażowanej w te procesy na poziomie szczegółowym będzie trudniej. I to zarówno Twoim własnym zespołom, jak i zewnętrznym firmom. 

Ile razy łapaliśmy się na tym, to może to jest wątek, który chciałbyś pociągnąć, że wiesz, ja wchodzę do organizacji, całkiem niedawno tak miałem, to mogę tak Ci powiedzieć, bo chyba Ci tego nie mówiłem jeszcze na jakichś naszych spotkaniach.

Miałem okazję pracować z firmą produkującą, żeby nie powiedzieć za dużo, niech to będzie, że blaty. No firma jak firma. Ja takie segmenty trudne bardzo lubię. I okazało się, wyobraź sobie, że warsztat ze mną był pierwszą od kilku lat (od kilku lat!) sytuacją, w której dyrektor marketingu i dyrektor sprzedaży spotkali się przy jednym stole. No i najpierw sobie trzaskali po ryjach przez godzinę, na zasadzie “A czemu nam tego nie wysłaliście?”, “A czemu nas o to nie poprosiliście?”, “A czemu wy nam nie powiedzieliście, że powinniśmy was poprosić?”. 

I tak wiesz, we need to go deeper. Mem z Leonardo DiCaprio w tym momencie wchodzi i tak dalej. A potem zaczęło się realne generowanie rozwiązań, taka wiesz, próba koncyliacji czy jakiejś pracy. I potrzebny był ten prowokator z zewnątrz pod moją skromną postacią, który do tego doprowadzi i to uwaga, sfacilituje. Kolejne trudne słowo. Czyli będzie tym po prostu jakoś zarządzał, czy właśnie powie “Hej, no powinniście to zrobić”. A do tej pory jakoś tak wyszło i to właśnie na tym to polega. Jakoś tak wyszło, że tego nie zrobiliście.


I trochę mi się nawet wątek zgubił w tle, od czego wyszedłem. Ale dążyłem właśnie do tego, że nie mając takich planów, każdy z tych działów egzekwował swoje działania indywidualnie. \Ci myśleli nad kolejnymi promocjami do wprowadzenia, pakietowaniami, jakimiś innymi działaniami. Takimi wiesz, czysto sprzedaż tradowa. Ci myśleli nad tym, jak tu zrobić coś innego… Stronę sobie postawili. Okazało się, że postawili sobie stronę, w którą zainwestowali rok pracy. A tutaj, trzymaj się, jak zaczęliśmy sprawdzać, do tej firmy przez 10 lat istnienia wpłynęło jedno zapytanie w historii przez stronę internetową. Czyli dział marketingu nie bardzo się zorientował, jak dział sprzedaży do tej pory funkcjonował. Czy nawet jeszcze na etapach, kiedy sam właściciel chodził i sprzedawał. 

A więc to był ten poziom i można się z tego, powiedzmy brzydko, śmiać. ale nie o to chodzi w ogóle. W sensie wszyscy wiemy, że jak się biega w kółku i tylko swoim i nie ma się tej perspektywy innych kółek, to to nie działa. 

Dlatego tak tę przydługą anegdotę przeciągam, bo chciałem na jej podstawie pokazać, że po pierwsze – jeden dział mógł sobie nie radzić merytorycznie, nie mieć tej perspektywy szerszej. Drugi dział nie pomyślał o perspektywie szerszej, ale – i tu możemy płynnie przejść do kolejnego wątku – zabrakło też takiego pomostu totalnie niemerytorycznego. Ponieważ wszystkie z tych stron sporu, tudzież w tym wypadku wszystkie zespoły, tę wiedzę merytoryczną miały, ale nie miały powiązań procesowych. 

I tutaj, uwaga, moje pytanie dla Ciebie. Powiedz mi proszę, jak poznać, jak Ty to poznajesz, kiedy wchodzisz do organizacji na konsultacje, bądź pracujesz z zespołami, że problem nie jest problemem merytorycznym, który można rozwinąć poprzez znalezienie rozwiązania właściwego, tak jak mówiliśmy, czyli dokształcenia się, książkę, szkolenie, warsztat, takie jedno działanie, a jest bardziej problemem zarządczo-procesowym?

Czyli, że coś tu nie działa na innym etapie. W sensie jakich symptomów można szukać u siebie, w swoim zespole, w swoim stylu zarządzania, czy w czymkolwiek innym, żeby zobaczyć, że problem nie jest merytoryczny, jest bardziej obsługowy?

Takich rzeczy jest mnóstwo. Natomiast, żeby jakieś takie sensowniejsze wyjąć, to na pewno problem komunikacji. Trochę to, co powiedziałeś w poprzednim wątku, czyli, że każdy skupia się na swoim szczególe. 

Musimy pamiętać, że firma działa równolegle i wszystkie działy pracują w tym samym momencie. Wszyscy ludzie pracują w tym samym momencie. To nie jest tak, że kiedy marketing pracuje nad stroną internetową, to wszyscy inni czekają. Nie, oni pracują od 8 do 16 zazwyczaj. Nie czekają, aż powstanie strona, nie siedzą, nie myślą “O Jezu, kiedy ta strona będzie” i tak dalej. 

I trochę tak samo jest właśnie z firmami ogólnie, już w jakimkolwiek koncepcie tak naprawdę. No bo zobacz, kiedy ja często wchodzę do firm i zaczynam zadawać pytania, no jak konsultant, który pyta: 

  • No dobrze, no to jaki jest problem?
  • No problem jest x. 
  • Ok, no a skąd on się wziął? Kiedy on powstał? Kiedy pierwszy raz go zauważyliście? A kto go zgłosił? A z kim będę rozmawiać? A kto będzie ze mną pracował? 

I nagle się okazuje, że nad problemem marketingowym będzie pracował ze mną szef działu sprzedaży. I wtedy już wiem zazwyczaj, że coś jest nie tak.

I teraz nie tak mogą być dwie rzeczy. Nie tak może być po prostu zakres obowiązków, oczekiwania, które są postawione przed ludźmi. One są być może niejasne i tak naprawdę nikt do końca nie wie, za co odpowiada. I to jest jedna rzecz. Czyli w momencie, w którym Ty jako przedsiębiorca widzisz, że Twoi ludzie nie są skuteczni, nie są efektywni i na razie jeszcze komunikacja wydaje się sensowna, no to ewidentnie jest gdzieś problem w postawieniu oczekiwań, w postawieniu zakresów obowiązków tego i postawieniu celów oczywiście przed każdym z tych ludzi.

Ale drugi wątek, dużo ważniejszy, który jest w zasadzie w każdym problemie gdzieś tam, to jest właśnie wątek jasnej, klarownej, zwinnej komunikacji między ludźmi. I w momencie, w którym zadaję pytania albo proszę o to, żeby ktoś coś przygotował i ten ktoś ma na przykład na to tydzień i mówi “Nie zdążyłem, ponieważ szef działu marketingu nie mógł tych danych pozyskać”. No i zaczynasz pytać, dlaczego? Bo oczywiście Ty wiesz, że te dane są, powinny być obowiązki z działu produkcji, sprzedaży, z biura, skądś tam. I nagle tego nie ma. No bo ci ludzie nie potrafią się skomunikować. I tak jak powiedziałeś w tej przydługiej anegdocie, oni się w ogóle nie widują, nie rozmawiają ze sobą, bo mają wyznaczone jakieś cele. Bo dyrektorzy na przykład, kiedy mówimy o jakichś większych firmach, nie potrafią się skomunikować sami ze sobą. Nie potrafią zintegrować tych zespołów.

Więc ja bardzo często podczas takich konsultacji, kiedy ktoś nie jest mi w stanie odpowiedzieć bardzo szybko na pytanie, albo na przykład powiedzieć czegoś takiego “Nie wiem teraz, ale dam Ci znać jeszcze dzisiaj, bo wystarczy, że kogoś zapytam”, to ja wiem, że problem jest w komunikacji, nie? Albo w zbieraniu danych. No bo nawet jeśli danych nie zbierasz w jednym, zbiorczym Excelu, to jeśli masz dobrą komunikację, to kogoś zapytasz i ktoś Ci odpowie, nie?

Mam kolejną, pyszną, a tym razem krótszą anegdotę. Dosłownie wczoraj byłem właśnie na konsultacjach, ale nie w jednej firmie, ale w grupie firm. Cała grupa sobie mnie wynajęła, grupa składająca się z kilkudziesięciu osób. Spotkanie mieliśmy mniej więcej z połową tejże ekipy, po prostu reprezentantów poszczególnych firm i więcej nie powiem, żeby tutaj nie pokazywać, z kim konkretnie. I pracowaliśmy akurat nad z jednej strony usprawnieniem procesu sprzedaży, z drugiej nad obecnym kształtem lejka marketingowego, bo to jest klasyczny problem, kiedy jest się grupą, czyli na czym położyć akcenty, kto powinien to wewnętrznie obsługiwać. 

I wychodziły wspaniałe rzeczy. Kiedy się okazało, że znów spotkanie ze mną było tym jedynym od miesięcy bądź kwartałów pretekstem, żeby się zebrać i wspólnie zastanowić nad tą rzeczą. Czyli ten taki, wiesz, efekt trenera personalnego, o którym mówiliśmy wcześniej. I wiesz, miałem fenomenalną sytuację, w której zadałem jedno ćwiczenie. Ćwiczenie polegające na mapowaniu obecnych procesów marketingowych. Co robimy, w jakim kanale i dlaczego to. I jak to się wiąże z tym, co chcemy komuś sprzedać. 

I potem proszę o omówienie poszczególne zespoły, czyli takie zespoły z poszczególnych pięciu bodajże podmiotów. I one mówią “No to musieliśmy pójść do nich na chwilę się spytać, bo zdaliśmy sobie sprawę, jak bardzo nie wiemy, co się dzieje. A co więcej, jak do nich poszliśmy, to oni też nie wiedzieli”. 

I okazało się, że choć teoretycznie z każdej z tych firm jest jakaś osoba wyznaczona do obsługi jakiejś części tej rzeczy, to nie istnieje żaden jeden panel zarządczy, który pozwalałby to sprawdzać, albo każda osoba wie tylko o swoim i tak dalej. 

I powiem Ci szczerze, że oni byli gotowi w tym momencie skończyć spotkanie, choć byliśmy w połowie dnia, by powiedzieć “To nam najwięcej pomogło. W sensie teraz widzimy i przeżyliśmy to po prostu robiąc pewne ćwiczenie i wypełniając pewną tabelkę (którą ja mam przygotowaną na takie ewentualności), że nie wiemy, jak działamy, a chcemy poprawiać i właśnie chcemy merytorycznie zaadresować coś, co zaadresowalibyśmy nawet sami, gdybyśmy przedtem tylko próbowali to procesowo ułożyć”.

Zobacz, no możemy podać przykład nawet naszej firmy, gdzie był moment, w którym na tyle się rozrastaliśmy, że procesy same w sobie puchły bez kontroli. No bo przychodzi do nas klient, czyli jakby najpierw marketing, który tego klienta pozyskuje, potem sprzedaż, która tego deala dopina, potem mamy realizację, mamy gdzieś jeszcze po drodze oczywiście office, realizację, a potem być może dział Excellence, bo trzeba coś tam jeszcze poprawić i tak dalej. 

I w pewnym momencie okazało się, że przy tej pracy, gdzie na przykład ja z Tobą rozmawiałam i może z dwiema innymi osobami, te osoby były poinformowane, ale na przykład cała firma nie do końca. I trzeba było zrobić do tego dodatkowe spotkania, trochę zmienić strukturę spotkań, zmienić strukturę procesu, żeby mniej więcej wszyscy wiedzieli. A zobacz, i tak do dzisiaj zdarzają się sytuacje, w których ktoś o czymś nie wie, ktoś komuś zapomni o czymś powiedzieć. Natomiast są one już teraz bardzo rzadkie, bo funkcjonujemy w dosyć sprocesowanej firmie i takiej, która po prostu wymusza na nas też tą komunikację, ale zdarza się. 

A najczęściej jest tak, że jak ktoś czegoś nie wie, to nie doczytał, gdzie może to sprawdzić.Jest to bardziej problem ludzki i prosty do zaadresowania. 

Tak, niż tego, że tego faktycznie nie ma i nie wiadomo, jak to zrobić w ogóle, nie? 

Więc zobacz, to jest bardzo częste. I to jest trudne. Jak jesteś przedsiębiorcą, sam wiesz, który ma na głowie dużo rzeczy, nie tylko prowadzenie firmy. No często, żeby prowadzić firmę, trzeba też gdzieś pojechać, trzeba się z kimś spotkać, czasami trzeba się zamknąć na trzy dni i pomyśleć, co dalej i tak dalej. 

No to jest trudne, żeby każdy był ciągle, zależy oczywiście od wielkości firmy, natomiast żeby każdy był on the same page, żeby każdy wiedział to samo. To jest mega trudne. 

Natomiast kiedy już widzisz i bardzo często właśnie jak idę na te konsultacje i widzę, że już zazwyczaj przy tych pytaniach ci właściciele firmy wiedzą, że “Mhm, czyli nie wiem, powinienem i nawet nie wiem, kogo mam spytać”. I to jest chyba jedna z takich rzeczy, które bym powiedziała najważniejsza z tego całego wywodu wcześniejszego. Czyli kiedy ktoś zadaje Ci o coś pytanie albo Ty sam sobie zadajesz pytanie “O, ciekawe jak wygląda rentowność mojej firmy?” i nie wiesz, gdzie i kogo zapytać albo gdzie to jest, no to to jest ten problem, który bym powiedziała, że najczęściej się pokazuje jako bardzo duży problem, który potem nawet okazuje się, że jest problemem “moje Google Ads nie sprzedają”. 

Bo się okazuje, że ja nie wiem, ile mogę zrobić budżetu. Ktoś mi mówi, że tego budżetu powinno być więcej. Sprzedaż mi nie mówi, jakie wpadają z tych Google Adsów leady, więc ja tak naprawdę nie wiem. Marketing nie wie, co musi zaadresować, bo nie mamy sprecyzowanej żadnej osoby, która kupuje te rzeczy, no bo sprzedaż nie daje nam feedbacku. 

I nagle się okazuje, że to, że Ty nie wiesz, gdzie na przykład sprawdzić, jakie leady do Ciebie wpłynęły, powoduje, że nie jesteś w stanie w ogóle poprowadzić Google Adsów. 

Albo częstszy problem. Nie wiesz jakimi kryteriami kierujesz się, kiedy je kwalifikują Twoi ludzie.

Na przykład. No bo tutaj mówimy akurat o sprzedaży, bo jest to dosyć proste do wyjaśnienia tak obrazowo. Natomiast jest to na wielu etapach, nie? 

W sensie może być bardzo często też tak, że wiesz, Ty wyobrażasz sobie, że powiedziałeś Twoim ludziom w marketingu, że chciałbyś zrobić webinar. No i teoretycznie może powiedziałeś nawet między słowami, no ale nie zostało to zapisane, sprocesowane, zaplanowane, wyznaczone co jest do zrobienia. I nagle po dwóch tygodniach, kiedy już kampania powinna hulać, to sobie przypominasz, że o, nie ma tego. 

I jest takie, no to co teraz?

Myślę, że powiedziałeś o takim scenariuszu, w którym jest tak, że firma działa, pomimo tego na przykład, że kadra zarządzająca wielu rzeczy nie wie albo nie ma tej komunikacji, a powiedziałbym nawet, że równie często jest chyba scenariusz odwrotny, w którym firma działa w głowie właściciela. 

Czyli ta osoba wie wszystko, ma to nawet zaplanowane i jak ją spytać, to wie, gdzie zajrzeć. Jak ją spytać, z kim chcemy pracować, to Ci odpowie. Jak ją spytać, jaki jest nasz key message, czy cokolwiek innego z mądrych amerykańskich pojęć, to też Ci powie. Tylko to na przykład nie jest kaskadowane w dół. I cała ta reszta się albo tego nie dopytuje, to jest na przykład ich problem, albo nie ma tej metodyki przekazywania tego z samej góry, mówiąc brzydko, na sam dół.

No to właśnie jest trochę druga rzecz, którą chciałam pociągnąć z wątku tego pierwszego. Bo ten pierwszy wątek, czyli gdzie. Jeśli Ty jako właściciel nie wiesz gdzie zajrzeć, to jest jeden wątek. Natomiast jeśli Ty wiesz i wszystko masz, ale nikt inny nie wie, to jest taki sam problem, nie?

Bo jednak wiadomo, nie da się wszystkich informacji zawsze spuścić kaskadowo w dół, nie da się porozmawiać z managementem zawsze o tym wszystkim, co masz w głowie. To jest niemożliwe. Natomiast wystarczy, że będzie 80%, że ludzie będą wiedzieli w 80% co, jak, gdzie, po co, dlaczego, no i wszystkie inne pytania z całej gamy pytań, to już masz duży sukces.

Bo te 20% zawsze się jakoś dokula z tego wszystkiego, albo same z siebie wynikają rzeczy, które nie były powiedziane, ale są dosyć naturalne. 

Jak usprawnić swój marketing?

To to prowokuje mnie do ostatniego wątku, myślę, na dzisiejszy odcinek – jak się w takim razie zabrać, jeżeli już zdiagnozujemy nawet samodzielnie u siebie, że jest taki problem, za ogarnianie tego?

Teraz powiem Ci moją perspektywę, a potem jestem ciekaw Twojej, bo każdy z nas ma swoje własne metodyki i pracuje gdzieś tam.

Ja kiedy wchodzę do firmy w sytuacji, w której właśnie uda się zdiagnozować, że pewne rzeczy są albo w czyjejś głowie, albo w 15 głowach, ale nigdzie w pełni i tak dalej, to proszę o przygotowanie czegoś, co nazywam wzorem amerykańskich filmów POV. Czyli narysujcie mi albo opowiedzcie mi całą ścieżkę, na przykład niech to będzie proces pozyskania klienta od momentu, gdy wpadło zapytanie, gdziekolwiek (tu się pojawia pytanie, gdzie – często się okazuje, że nawet na tym etapie ludzie nie wiedzą, w ilu miejscach generują) do momentu – niech to będzie tylko z działem sprzedaży – podpisania umowy. 

I teraz poproszę o każdą aktywność w najdrobniejszych szczegółach z perspektywy klienta. Czyli jestem klientem, wchodzę do Ciebie. Wysłałem zapytanie i co się stało? Czy dostałem jakąś zwrotkę? Co w tej zwrotce było? A kto ją wysłał? A kto wie o tym, że ona została wysłana? A czy jest po niej jakiś ślad? 

I nagle się okazuje, że musisz, próbując wyjść z perspektywy klienta, odpakować sobie te wszystkie rzeczy po kolei. Więc to jest na przykład mój sposób (jeden z wielu w tym wypadku w kontekście pracy z działami sprzedaży) ustalenia jak to mniej więcej wygląda. A jak w innych obszarach, albo jaka jest Twoja perspektywa? 

To w ogóle chciałam zrobić jeszcze takie trochę podsumowanie tego, co powiedziałeś. Bo zobacz, po raz kolejny są to pytania. Po raz kolejny są to pytania, które akurat Ty zbierasz w point of view, ktoś inny może zebrać w tabelkę w Excelu, ktoś inny może zebrać po prostu. A ktoś może z tego zrobić właśnie już proces nawet na samych pytaniach. 

Natomiast tak, zawsze, jak się wchodzi do firmy jakiejś konsultacyjnej, czy nawet do naszej, kiedy trzeba coś zmienić, no to zaczynamy od początku. Jakkolwiek to źle nie brzmi językowo. Ale no szczególnie przy firmach produkcyjnych można, no bo Ty powiedziałeś trochę o firmach B2B, natomiast produkcyjne – oczywiście też mogą być B2B jasne. 

Znaczy to bardziej w perspektywie usługowej powiedzmy powiedziałem. 

Tak, tak. Ale wiesz, kiedy wchodzisz jako konsultant nawet marketingu, to nie zaczynasz pytania “Jak tam wasz marketing?”, tylko “Okej, to ile produkujecie rzeczy? Jak to wygląda, w ogóle? Jaki jest moment przekazania? Jak to jest składowane? Jak to jest w magazynie, żeby na przykład było wiadomo, że ty możesz doprowadzić do stu wysyłek dziennie?”. 

Inaczej się nie da, bo magazyn, ludzie, zatrudnienie jest tak skonstruowane, czy produkcja, maszyny, które to produkują, że no nie możesz tego zrobić więcej. Choćbyś chciał, to będą już przestoje, będą problemy, pojawią się opinie, że rzeczy nie dochodzą i tak dalej. 

Więc jakby zaczynasz od samego początku znowu pytaniami. Natomiast moim sposobem na to, żeby jakoś te prace poukładać, kiedy już powiedzmy te pytania dojdą, zmapujemy ten proces, bo to się tak ładnie nazywa – zmapowanie procesu. I mniej więcej wiemy, jak to wszystko wygląda od punktu wyprodukowania do punktu sprzedaży i jeszcze obsługi posprzedażowej oczywiście w wątku e-commerce’owym na przykład. No to to niestety są rzeczy powtarzalne. Czyli powtarzalne, cotygodniowe sprawdzanie raportów na przykład. Niech to będą raporty działów. Czy ile wyprodukowaliśmy, ile sprzedaliśmy, ile było na przykład zwrotów, jeżeli znowu mówimy o wątku e-commerce’owym. Potem mimo wszystko Ty jako właściciel, dyrektor, ktokolwiek, kto zarządza tymi osobami – no nie da się pominąć systematyczności. W sensie nie może być tak, że jesteś przez tydzień i przez miesiąc, dwa, trzy Cię nie ma. Wracasz po trzech miesiącach i myślisz, że wszystko będzie tak, jak to zostawiłeś. 

I zdarza się tak, że są ludzie bardzo odpowiedzialni, którzy mają bardzo duże poczucie odpowiedzialności na stanowiskach, które obsadziłeś. Natomiast to jest jakaś utopia. Ponieważ każdy może mieć gorszy dzień, każdy może o czymś zapomnieć. I kiedy nie ma tego takiego z góry właśnie trochę odbijania myśli, nawet ze swoim własnym przełożonym, bo to nie musi być konsultant przecież, no to czasami zapomnisz. Czasami na przykład maszyna się zepsuje. Albo wiesz, kiedy jesteś właśnie e-commerce’em, no to nie wiem, dostawa nie dojdzie. 

No i zajmujesz się tym, a nie bieżącą codzienną pracą. No bo ważniejsze jest to, żeby teraz, nie wiem, uszyć. Oczywiście się śmieje, no nie da się, nie? 

Czyli bardziej bym powiedział, że wiesz, jest taka, to nie jest w zasadzie anegdota, ale anegdota przytoczona w książce, którą zawsze polecam, “Szef wymagający i zrozumiały”, gdzie właśnie w rozmowie ze swoją szefową menadżer narzeka na to, że musi wiecznie pilnować egzekucji pewnych rzeczy. Regularnie siedzieć tydzień w tydzień i sprawdzać, czy zadania, które wyznaczył zostały zrobione i kolejne cele wyznaczać, kontrolować procesy, zgodność z procedurami i tak dalej. I się tym frustruje. A niewzruszona osoba po drugiej stronie po prostu mówi “To jest właśnie na zarządzanie i to jest Twoja praca”.

I w sumie, chyba już kilkukrotnie w ostatnich odcinkach o tym mówiłem w paru wywiadach i potwierdzali to moi gości i myślę, że chyba do tego też Ty zmierzasz, że na koniec dnia wykładamy się częściej nie na tym, jak coś zaplanować, taki scenariusz idealny, bo to się da przewidzieć, tylko na tym, że wszyscy są po jakimś czasie i początkowym zrywie zmęczeni powtarzalnością prowadzenia biznesu. Że fajnie się robi strategię, fajnie się o niej mówi w podcastach czy programach, ale niefajnie się potem leci tydzień w tydzień, task po tasku, projekt po projekcie i kontroluje ich wykonanie.

Dokładnie. I przecież większość tych zadań w wykonaniu danej strategii jest niestety nudna i nużąca. No bo jeżeli musisz zrobić 30 opisów produktu, standardowego na przykład, który nie jest jakimś odkryciem wielkim i po prostu taką innowacją, że zmieni cały świat, no to jest nużące. W sensie trzeba to zrobić. Oczywiście są teraz różne systemy, które Ci pomogą, AI-owe czy inne, natomiast no nadal to trzeba włożyć trochę siebie i to jest nużące. Ale na przykład to prowadzi do tego, że za 6 miesięcy, kiedy to wszystko zrobisz, zrobimy super kreatywną kampanię reklamową na cały świat. Natomiast 6 miesięcy, do tego, jest nudne.

No tak, w sensie to jest takie, no to bym trochę inną rzecz wyciągnął, typu, że fajnie się planuje tematy na bloga. To często firmy robią i planują, że będą publikowały co tydzień, ale potem okazuje się, że po miesiącu już nikt o tym nie pamięta i ten kolejny artykuł nie ukazuje się przez kolejny kwartał. Bo brakuje tego kontrolingu, że “Dobrze, pamiętamy, w tym tygodniu w zadaniach jest napisanie posta na bloga. Ma dla mnie być tutaj jego plan na niego do jutra, a do piątku gotowy tekst do poprawy i ja jako osoba kierująca tym działem i jeszcze sprawująca na przykład pieczę merytoryczną, ja to realnie sprawdzę. Albo jak już tego nie kontroluję, w zrozumieniu merytoryczne, to potrzebuję od Ciebie informacji, że to wyszło, bo w jakimś swoim systemie, który zbiera te informacje, mi to powiesz, a ja, bo to jest mój pieprzony obowiązek, sprawdzę, że realnie to zrobiłeś i odhaczyłeś, bo it’s management and it’s your job” z kolei właśnie ten angielski fragment, książki “Szef wymagający i zrozumiały, niezmiennie polecam.

Tak. I wiesz, tutaj się oczywiście nie zapędzajmy w skrajność, żeby sprawdzać codziennie, co 5 minut i tak dalej.

Upraszczając, mówimy o perspektywie sytuacji, jak zacząć, kiedy do tej pory był chaos i brak takiej kontroli, natomiast nie kiedy już mówimy o firmie i zespołach, które funkcjonują sprawnie, bo wtedy to oczywiście luzuje się tam. 

Mimo wszystko, nie można odpuścić, można nie robić tego tak często, natomiast jedną z takich rzeczy, którą na przykład nawet da się zaobserwować u naszych klientów w digitalku, w agencji. Czyli to, że czasami, kiedy idzie dobrze, przestajemy się starać.

W sensie jesteśmy na takim poziomie, że idzie cały czas tak samo dobrze i zapominamy, że czasami może iść jeszcze lepiej. Czasami, jeżeli coś zmienimy, odświeżymy, to pójdzie lepiej. Coś się zmieni, klienci się znowu zainteresują naszym produktem, usługą i tak dalej. I tak samo jest niestety w zarządzaniu. W sensie jak idzie dobrze, to zapominamy o tym, że czasami trzeba coś sprawdzić, że czasami trzeba coś zmienić. Zawsze, kiedy jest moment, w którym to wszystko funkcjonuje, no nie ma sytuacji, w której nie możesz czegoś ulepszyć. Zawsze możesz dodać większe logo, wiadomo.

I tak samo jest właśnie z każdym procesem czy z każdym etapem zarządzania, że nawet jak coś funkcjonuje, to nie zapominajmy o tym, żeby raz na jakiś czas to sprawdzić. I to mówię raz na jakiś czas już szczególnie, kiedy właśnie firmy funkcjonują, ale kiedy nie funkcjonują, to właśnie najtrudniejszą naszą pracą, jako menadżerów, dyrektorów, prezesów, właścicieli firm jest po prostu regularne sprawdzanie. Zresztą Ty sam możesz powiedzieć w budowaniu marki osobistej, jak ważna jest regularność, systematyczność i upór, żeby to robić. Bo ile razy ja już chciałam zacząć i mam napisane trzy posty na Linkedinie i nagle nie mam czasu. Oczywiście to jest wytłumaczenie, którego bardzo nie lubię, jak ktokolwiek mi się tak tłumaczy, a szczególnie ja sobie sama.

Nie komentuję. 

Tak, natomiast to jest bardzo trudne właśnie, wbrew pozorom, żeby tę systematyczność utrzymać. I trochę to, co powiedziałam, czy będziesz miał czas dzisiaj i za 6 miesięcy, w ciągu 6 miesięcy. 

Tak, myślę, że to jest jedna z ciekawszych myśli, bo to jest taka perspektywa, że krótkoterminowo można stwierdzić “Ogarnę”, ale tak naprawdę czy za pół roku jeszcze powinieneś się tym zajmować, czy Twoja firma powinna być w zupełnie innym miejscu? 

I oczywiście, do którego miejsca powinieneś w te pół roku dojść. 

I czy wiesz, czy masz na to plan.

I to jest chyba ten moment, w którym możemy postawić nie kropkę, chyba nie przecinek, więc ewentualnie średnik. Chciałem, żeby był jakiś dowcip lingwistyczny oparty na czymś takim, więc generalnie stawiamy myślę przecinek, a przynajmniej chwilową pauzę. 

Bardzo Ci dziękuję Agata za przyjęcie zaproszenia do tego odcinka. Myślę, że nagramy jeszcze niejeden, pokazujący naszą drogę rozwoju Suasio i dzielący się doświadczeniami w tym temacie. Jakaś myśl kończąca od Ciebie? 

Myślę, że po prostu, gdybym mogła cokolwiek powiedzieć, to: zaplanować i zrobić najtrudniej. 

To jak w tym memie, muszę go w końcu znaleźć, żeby Wam pokazywać, ale który kocham, gdzie właśnie rozmawiają dwie kobiety. Jedna mówi do drugiej “Ty wiesz, że Franek sobie zaplanował, pomyślał i zrobił?, a druga pani mówi już to robiąc w sposób cenzuralny “Skubany…”, ale możecie wiedzieć, co tam tak naprawdę padło. I to jest ten klucz i mój ukochany cytat, bo musi być cytat ze Stevena Covey’a – wiedzieć i nie robić, to nie wiedzieć. 

Więc tyle w dzisiejszym odcinku. Dziękujemy wspólnie, ja w imieniu swoim i Agaty za wysłuchanie bądź obejrzenie tutaj naszej wspólnej rozmowy. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu i cześć. Do zobaczenia!